Płk dr n. med. Kazimierz Wydrowski we wspomnieniach płk. prof. Hieronima Bartla

KAZIMIERZ

Kazimierz Wydrowski był moim, od dnia wcielenia 1 sierpnia 1956 r., pierwszym dowódcą drużyny w Fakultecie Wojskowo – Lekarskim Wojskowego Centrum Wyszkolenia Medycznego (WCWM) w Łodzi, Kolegą przez cały okres studiów i stażu w Wojskowej Akademii Medycznej oraz Przyjacielem do Jego śmierci.

Urodził się 28 lutego 1931 r. na Kaszubach, w miejscowości Goręczyno, gmina Somonino niedaleko Kartuz. Rodzice byli rolnikami. Miał dwie siostry i dwóch braci. W czasie okupacji wraz z rodzicami, przeżył wysiedlenie i pracę w majątku bauera w Zajączkowie. Na szczęście rodzina w komplecie wróciła po wojnie do domu.

Naukę rozpoczął jako 14 latek, po zaliczeniu materiału szkoły podstawowej, w gimnazjum w Kartuzach, a następnie za namową księdza stryja, kontynuował w Gimnazjum im. Stolicy Biskupiej (Collegium Marianum) w Pelplinie, gdzie w 1951 r. uzyskał świadectwo maturalne. Nie dostał się na stomatologię w Gdańskiej Akademii Medycznej i w związku z tym rozpoczął studia i nowicjat w Wyższym Seminarium Duchownym ks. ks. Werbistów (Societas Verbi Divini) w Pieniężnie na Mazurach, a kontynuował w Nysie. Sumiennie studiował nie tylko nakazane dzieła liturgiczne, ale także literaturę świecką, marksistowską, w którą również zaopatrzona była biblioteka.

W 1955 r. po czterech latach nauki, ku wielkiemu rozczarowaniu rodziców i rodziny, ale w pełni przekonany o słuszności swojej decyzji, porzucił seminarium. Przeor odprowadził go do furty, a powracając przeciął symbolicznie drogę, aby zgodnie z tradycją w ten sposób zapobiec, kolejnemu opuszczającemu seminarium.

Prawie natychmiast został wcielony do wojska do 43. Pułku Piechoty w Stargardzie Szczecińskim, gdzie od początku pozostawał pod szczególną „troską” porucznika Informacji Wojskowej. Był wzorowym żołnierzem, a po zakończeniu okresu rekruckiego, w czasie zwyczajowej komisji, kwalifikującej do właściwego pododdziału w dalszej służbie usłyszał: „Odwróćcie się, o szerokie plecy, nadaje się do noszenia karabinu maszynowego”. I dźwigał codziennie cierpliwie to uzbrojenie maszerując na okoliczny poligon.

W pułku w Stargardzie Szczecińskim napisał list do Redakcji Polskiego Radia w Warszawie z prośbą o pomoc w dostaniu się na wymarzone studia medyczne.

Ale co to był za list? Odstępując od chronologii zdarzeń, opiszę dzień rozliczenia się z WAM, kiedy to w szczególnym podnieceniu, w długiej kolejce w Dziekanacie przy ulicy Źródłowej 52, pobieraliśmy dokumenty przed ostatecznym rozstaniem z Uczelnią i wyjazdem do przydzielonych jednostek wojskowych.

Wtedy to Kazimierz udostępnił mi ów list. Był to kilkudziesięciostronicowy rękopis, w którym wspaniale opisał siebie. Pamiętam (tak wiem, ryzykowne to powoływać się w moim wieku na dobrą pamięć), że był tam początkowy fragment o tym jak wypasał gęsi na kaszubskiej ziemi. I dalej, o edukacji, długim zmaganiu się z porzuceniem seminarium, o jednostce wojskowej, a w końcu prośba – marzenie. List trafił do Głównego Zarządu Politycznego WP, a stamtąd do Pomorskiego Okręgu Wojskowego i do pułku stargardzkiego. Pierwszym, który odbył rozmowę z Autorem w pułku był ten sam oficer Informacji Wojskowej, tym razem jakiś dziwnie przymilny.

Wiosną każdego roku w dowództwie Okręgów Wojskowych zbierała się komisja rozpatrująca raporty żołnierzy służby zasadniczej ubiegających się o skierowanie do szkół i uczelni.

Członkiem takiej komisji przy POW w Bydgoszczy, wiosną 1956 r. , był por. lek. Tadeusz Brzeziński, przedstawiciel Szefostwa Służby Zdrowia WP (komendant – rektor WAM w latach 1978 – 1981). Szeregowy Kazimierz Wydrowski uzyskał zgodę na studia w Fakultecie Wojskowo-Medycznym WCWM w Łodzi. Posiedzenie komisji zaszczycił sam dowódca Okręgu Pomorskiego Wojskowego, a także, jeszcze wcześniej, oficerowie Zarządu Politycznego POW proponując podjęcie studiów w Wojskowej Akademii Politycznej w Warszawie.

Por. lek. K. Wydrowkiemu nie pozwolono w Dziekanacie na zabranie tego cennego dokumentu, który w rezultacie zaginął. Kazimierz bezskutecznie poszukiwał go przez całe życie, korzystając ze swych szerokich znajomości wśród kompetentnych osób w kraju i zagranicą.

Mój-nasz dowódca drużyny, jego doświadczenie żołnierskie, a przede wszystkim cechy osobowości okazały się szczególnie pomocne w początkowym okresie naszej służby-w dniu rekrutacji, na sierpniowym poligonie w Arturówku k/Łodzi i we wrześniu w urządzaniu się w naszych koszarach przy ul. Ogrodowej 28a, a dalszym okresie, w sobotnich zajęciach wojskowych na poligonie na Zdrowiu (w pobliżu PGR Brus). (Ryciny)

Po rozpoczęciu studiów relacje dowódca-podwładny ustąpiły koleżeńskim. Ale korzystaliśmy z jego doświadczenia życiowego, znajomości języków obcych, a przede wszystkim serdeczności. Zawsze służył pomocą: cierpliwie poprawiał łacińskie rozpoznania chorób w historiach choroby, które na kilkudziesięciu stronach opisywaliśmy w ramach interny (te historie choroby, to bez mała współczesne prace licencjackie). A adiunkt Katedry Interny i Interny Polowej III Kliniki Chorób Wewnętrznych WAM (kierownik płk prof. dr med. Andrzej Himmel) mjr dr Konstanty Markiewicz, był bezlitośnie wymagający.

Kazimierz był pomocny także w innych sprawach: Władka (został komendantem Szpitala Wojskowego w Toruniu) uczył języka francuskiego śpiewając mu francuskie piosenki, Zdzisławowi (zmarł w 2024 r.), który ożenił się potajemnie na trzecim roku (ożenek w czasie studiów groził relegowaniem z uczeni), wystawił kartkę o odbytej spowiedzi, zamaszyście wpisując X (oznaczało ksiądz) przed swoim nazwiskiem.

W styczniu 1962 r. wraz z nami został promowany do stopnia podporucznika.

W okresie stażu, który po sześciu latach studiów trwał dwa lata i dzielił się na przed i podyplomowy, mieszkałem razem z Kazimierzem w jednym pokoju (już w obiekcie WAM przy ul. Źródłowej 52). W pierwszym roku stażu oczywiście nie można było pracować w służbie zdrowia, ale dorabialiśmy (uposażenie podporucznika było mizerne) wykładami w Towarzystwie Wiedzy Powszechnej. Kazimierz otrzymywał zawsze zlecenia związane kościołem, religią, celibatem, ja chodziłem na spotkania z rodzicami do szkół i mówiłem o chorobach dziecięcych (interesowałem się wtedy także pediatrią).

Latem 1962 r. odbywaliśmy razem trzymiesięczny staż z pediatrii w Katedrze i Klinice Pediatrii Akademii Medycznej w Łodzi przy ul. Spornej. Panie doktor Maria Gołębiowska (prof. dr hab. med. M. Gołębiowska zmarła w 2018 r) i Henryka Brózik (prof. dr hab. med. H. Brózik zmarła w lutym 2026 r.) zaproponowały nam, w ramach stażu, wyjazd z dziećmi po przebytej chorobie reumatycznej na kolonię zdrowotną. W owych czasach na dwóch oddziałach klinik prawie połowa łóżek zajęta była przez dzieci z chorobą reumatyczną lub/i jej powikłaniami sercowymi. Pojechaliśmy do wsi Jeruzal k/Skierniewic, której piaszczyste ziemie, sosnowe okoliczne laski, suchy klimat sprzyjały rehabilitacji. Współcześnie wieś stała się znana w związku posiadłością ministra Z. Ziobro. Zamieszkaliśmy wraz z personelem (pielęgniarki, opiekunowie – pedagodzy) w miejscowej szkole. Paniom doktor przydzielono kwaterę w opuszczonej, marnej chacie krytej słomą. Wieczorami byliśmy z Kazimierzem zapraszani na poczęstunek. Zawsze było coś do jedzenia bo miejscowa ludność, w wdzięczności za udzielane porady lekarskie obdarowywała owocami, śmietaną, masłem, jajami, pierogami, ciastem. Pewnego przedpołudnia chłopak przyniósł mi w wiaderku raki wyłowione w miejscowej rzeczce Chojnatce. Postanowiłem je ugotować na wieczorne „przyjęcie”. W ogrodzie rosły warzywa, w sieni chatki – strzesze stał piec z fajerkami, ale nie było garnka. Wykorzystałem do tego celu nowiuteńkie nocniki, które mieliśmy wypożyczone z apteki szpitalnej. Poza programem leczniczym prowadziliśmy badania nad mukopolisacharydami. Mocz ze zbiórek dobowych przewożony był do Laboratorium Klinicznego Szpitala w Łodzi.

Kiedy wyłożyłem na stół dorodne czerwone raki Pani dr M. Gołębiowska powiedziała do nas: „wiecie chłopcy ja tego dzisiaj jeść nie będę”. A Kazimierz zajadał się, nie tylko tym co najsmaczniejsze w szczypcach, ale dobierał się nawet do okolic międzyżebrowych skorupiaków.

Kazimierz po studiach objął na krótko stanowisko dowódcy kompanii medycznej w 2. Pułku Czołgów Średnich w Opolu. W tym czasie wziął udział w Okręgowych Zawodach Strzeleckich Śląskiego Okręgu Wojskowego i zajął 6 miejsce. Podsumowując, zawody i wręczając medale gen. bryg. Zbigniew Ochanowicz – dowódca 2. Dywizji Zmechanizowanej w Nysie powiedział: „Nie wstyd wam oficerowie liniowi, że tak wielu z was pokonał łapiduch?” Łapiduch, przyjaźnił się z generałem, aż do jego śmierci w 2001 r.

Po półtorarocznej służbie w Opolu wyjechał, w ramach specjalizacji z toksykologii i ochrony radiologicznej, na rok do Wojskowej Akademii Medycznej im. Kirowa w Leningradzie. Po powrocie został szefem Wydziału Lecznictwa i Profilaktyki w Oddziale Służby Zdrowia Śląskiego Okręgu Wojskowego.

W okresie 7. 6. 1976 r. – 30. 6. 1977 r. pełnił obowiązki szefa służby zdrowia w Kwaterze Głównej Misji Pokojowych Organizacji Narodów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie (chief medical oficer HQ). Jego poprzednikiem na tym stanowisku był płk prof. dr hab. n. med. Bronisław Zachara (kierownik Katedry Biochemii WAM). Dowódca Doraźnych Sił Zbrojnych na Bliskim Wschodzie wystąpił do władz polskich o przedłużenie kontraktu płk. Wydrowskiemu o rok, jednak prośba nie została uwzględniona.

Po powrocie do kraju został wyznaczony na stanowisko Inspektora Sanitarnego, a wkrótce Szefa Służby Zdrowia Śląskiego Okręgu Wojskowego (1978 – 1983).

We wrześniu 1983 r. został komendantem 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i rozpoczął się, jak napisał, „mój ostatni, i jak się okazało najlepszy etap pracy zawodowej”.

Komendant Wydrowski, działając w realiach peerelowskich był świetnym menadżerem. Współpraca (w zamian za usługi medyczne tak cenne dewizy) z wielkimi zakładami przemysłowymi Dolnego Śląska pozwoliła na modernizację tego olbrzymiego szpitala, między innymi na podłączenie do miejskiej sieci grzewczej oraz nowoczesne wyposażenie aparaturowe klinik. Przykłady tych, ale także i innych, dokonań znaleźć można w artykule Pani redaktor Marzeny Kasperskiej; ”Płk w st. spocz. dr n. med. Kazimierz Wydrowski, komendant szpitala w latach 1983 -1995” opublikowanym w książce „Od polowego do klinicznego” wydanej z okazji 70 – lecia Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Cytuję fragmenty, dobrze charakteryzujące Kazimierza: „Po objęciu stanowiska szefa szpitala założyłem tzw. czarny zeszyt, do którego wpisywałem nazwiska osób, które w sposób niedopuszczalny naruszały zasady pracy. Pierwsze przewinienie darowałem, ale przy drugim rozstawałem się z delikwentem….pożegnałem z tego powodu tylko dwie osoby”….. ”Ciepło wspominam Natalię Pilną, która od 17 roku życia pracowała u nas jako pomoc kuchenna. W szpitalu była zawsze pierwsza, bo o czwartej rano odbierała 20 -litrowe konwie z mlekiem, które targała do kuchni. Jako starsza pani, prosiła o pomoc palaczy, a gdy ci czasami odmawiali, używała prostego, dosadnego języka, a wtedy nikt nie miał odwagi jej ignorować. Pani Pilna karmiła pluton szpitalnych kotów, które broniły nas przed gryzoniami. Pewnego dnia kwatermistrz zasugerował, że jak na pomoc kuchenną jest już w wieku, który nie pozwala jej wypełniać wszystkich obowiązków – ani się waż – powiedziałem. Szpital był dla niej domem, tu dorastała, tu przepracowała 45 lat. Nawet na emeryturze wpadała poobierać cebulę i nakarmić koty”.

W okresie Jego komendantury doszło do ważnego zaciśnięcia współpracy z Wojskową Akademią Medyczną (miałem i ja w tym swój udział z racji pełnionych funkcji akademickich). Duża baza kliniczna szpitala, wysoko wyspecjalizowana kadra, została wykorzysta do utworzenia przy W. Sz. Klin. Ośrodka Dydaktyczno – Klinicznego. Podchorążowie WAM wyjeżdżali na dwa tygodnie i odbywali ćwiczenia pod kierunkiem profesorów – pułkowników – kierowników klinik: interny (Czesław Telichowski), chirurgii ogólnej (Teosfor Piecuch) chirurgii naczyniowej (Roman Jaworski), rehabilitacji medycznej (Jan Łazowski) oraz z kardiologii (docent Piotr Ponikowski, aktualnie JM Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu). Profesorowie szpitala zostali powołani w skład stałych członków Rady Wydziału Lekarskiego WAM i przyjeżdżali do Łodzi na comiesięczne posiedzenia Rady, a ich podwładni doktoryzowali się w WAM.

W czasie kierowania szpitalem Kazimierz uzyskał stopień doktora nauk medycznych. Promotorem pracy był płk prof. Czesław Telichowski, a obrona odbyła się przed Radą Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Płk dr Wydrowski uczestniczył w VI Seminarium Międzynarodowego Prawa Konfliktów Zbrojnych dla wyższych oficerów służby zdrowia w Genewie, w 1984 r. (Rycina) . W 1988 r. towarzyszył, w roli tłumacza, szefowi Służby Zdrowia WP w Rumunii. W 1991 r. brał udział w spotkaniach z Inspektorem Bundeswehry ds. medycznych Gen. G. Deschem w Ministerstwie Obrony Narodowej w Bonn.

Był współorganizatorem konwoju wrocławskiej Solidarności dla Wolnej Rumunii (przy szpitalu w Timisoarze, zorganizował obóz medyczny dla Polaków mieszkających na Bukowinie w Rumunii). Brał aktywny udział w pracach Zarządu Wojewódzkiego PCK, Polskiego Towarzystwa Szpitalnictwa oraz Stowarzyszenia Przyjaciół ONZ.

W 1995 r. po dwukrotnym przedłużeniu służby wojskowej i czterdziestu latach służby wojskowej przeszedł w stan spoczynku.

Był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany, otrzymał między innymi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Już jako emerytowany pułkownik działał w organizacjach kombatanckich, głównie w Kole Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy WP przy 4WSK we Wrocławiu. Sam inicjował różne spotkania (święta, rocznice, jubileusze) i był ważnym gościem w imprezach organizowanych przez innych.

Kazimierz namiętnie kupował książki, a kiedy Małżonka Bożena stanowczo mu tego zabroniła, kupował w dalszym ciągu, tylko że wracając z księgarń do domu najpierw zachodził do piwnicy. Ale do czasu.

Oczywiście czytał prasę, a regularnie tygodnik „Fakty i Mity”.

Po śmierci Małżonki w 2011 r. żył sam, doskonale opanowując domowe czynności, dotychczas mu obce.

Około 2015 r. zachorował (carcinoma ventriculi). Po hospitalizacjach i operacjach w dalszym ciągu mieszkał sam, korzystając z pomocy pielęgniarki oraz rodziny.

Środa godzina 10,00 była przez lata, obustronnie przestrzeganym, czasem naszych rozmów telefonicznych. W czasie jednej z nich radosny i szczęśliwy powiedział mi, że właśnie odwiedził go prawnuk Tomasz (Wrocławianin, ur. w 2019 r.). A o swoich amerykańskich wnukach poinformował mnie z właściwym sobie poczuciem humoru – wiesz mam dwóch wnuków – nadano im typowe słowiańskie imiona Cole i Trent.

Płk dr n. med. Kazimierz Wydrowski został pochowany 15 maja 2021 r. na wrocławskim Cmentarzu Grabiszyńskim. Pogrzeb był świecki, bez asysty wojskowej. Uczestniczyło w nim nas trzech z drużyny szer. Wydrowskiego : Czesław Telichowski, Roman Milkiewicz (zmarł w 2024 r.) i ja. W drodze do Kaplicy Cmentarnej w towarzystwie przyjaciół Telichowskich oraz profesora Waldemara Banasiaka (przez długi czas choroby Zmarłego zaangażowanego w leczeniu Pacjenta) dopytywałem Profesora o ostatnie dni życia. I usłyszałem: „tak przyjęliśmy Komendanta do kliniki i wkrótce się zdekompensował „. Zwięźle, fachowo, a dla mnie okrutnie.

Przemawiając na grobem gen. dyw. Janusz Ornatowski – dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego, dwukrotnie tłumaczył się „że jeszcze wczoraj prosiłem o zgodę na ceremoniał wojskowy pogrzebu”, ale jej nie uzyskał. Nie tylko dla mnie było to niepojęte. Przypuszczam, iż z powodów politycznych. Kazimierz napisał swoje wspomnienia o generale W. Jaruzelskim zatytułowane: „Moje poznawanie Generała”, w książce pt. „Spotkania z Generałem. Wspomnienia i refleksje”.

W imieniu rodziny piękne pożegnanie wygłosiła Pani Jolanta Czerwińska – bratanica Zmarłego. Wystąpiła razem z członkiem rodziny Panem Jarosławem Wydrowskim (oboje w stroju kaszubskim) i przemawiała w języku kaszubskim.

Syn Jakub (ojciec Krzysztofa) skończył studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej, jest informatykiem. Pracował w dużych korporacjach w kilku miejscach na świecie (miedzy innymi USA, Kanada, Nowa Zelandia). Ożenił się i mieszka w USA, ma dwóch synów.

Córka Katarzyna, tuż przed maturą, zmarła śmiercią tragiczną.

Wnuk Krzysztof wraz z małżonką i dziećmi (Tomasz i Ola) mieszkają we Wrocławiu.

KAZIMIERZ – dla mnie WIELKI.

Rozkazy wydawał zarówno ustnie, jak i na piśmie. Dzięki uprzejmości Krzysztofa Wydrowskiego.

Na łódzkim poligonie na Zdrowiu. Stoją od lewej: K. Wydrowski, Jerzy Monsiol, Czesław Telichowski, Zdzisław Malinowski, siedzą od lewej: NN, Edward Bronowicki, H. Bartel, Paweł Szema.

Na łódzkim poligonie na Zdrowiu. Góra od lewej: K. Wydrowski, Władysław Stempniewicz, Jerzy Szafranko, NN., dół od lewej: Tomasz Warno, Józef Szubert, Czesław Telichowski.

Ćwiczenia w prosektorium „Anatomicum” przy ul. Narutowicza 60., pod kierunkiem pomocnika asystenta podchorążego Mariana Szpakowskiego (płk prof. Szpakowski zmarł w 2023 r.). K. Wydrowski w 2. rzędzie czwarty od prawej. H. Bartel po prawej obok Wydrowskiego.

Płk K. Wydrowski na jednej z konferencji. Dzięki uprzejmości Zdzisława Czekierdy.

Podziękowania

W opracowaniu artykułu korzystałem z pomocy osób, którzy zechcą przyjąć wyrazy wdzięczności. Dziękuję:

Państwu Jadwidze i Czesławowi Telichowskim.

Panu Krzysztofowi Wydrowskiemu – Wnukowi.

Pani redaktor Marzenie Kasperskiej – Rzecznik prasowej 4 Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu

Panu płk. w.s.s. Zdzisławowi Czekierdzie – Rzecznikowi prasowemu Szpitala w latach 1998 – 2008.

Panu płk. w.s.s. prof. Bronisławowi Zacharze – Przyjacielowi od początku WAM.

Płk w.s.s. prof. dr hab. med. Hieronim Bartel emerytowany profesor Zakładu Histologii i Embriologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi ul. Żeligowskiego 7/9.

Zastępca d.s. organizacyjnych Komendanta/Rektora WAM (1979 -1980), dziekan Wydziału Lekarskiego WAM (1980 – 1984), prorektor d.s. nauki WAM (1984 – 1991).

Udostępnij: